Nowa kolekcja Ani Kuczyńskiej. Premiera w ELLE
Nowa kolekcja Ani Kuczyńskiej miała swoją premierę na łamach ELLE. Polska projektantka pokazała ubrania, które są prowokacyjne, a mimo to naprawdę łatwo się je nosi.
Wiesz, jak to jest z niektórymi projektantami? Robią rzeczy, na które patrzysz i myślisz: piękne, ale nigdy tego nie założę. U Ani Kuczyńskiej jest inaczej i właśnie dlatego chcę Ci o tym powiedzieć.
<cite index="11-1">Nowa kolekcja projektantki miała premierę na ELLE</parameter> — czyli redakcja pokazała ją pierwsza, przed resztą świata. <cite index="11-1">A opis, który jej towarzyszy, brzmi trochę jak zagadka: kolekcja jest równie prowokacyjna, co łatwa do noszenia.</cite> I to jest chyba najlepsze zdanie o tej marce, jakie w ogóle można napisać.
Bo prowokacja w modzie zwykle kojarzy się z czymś, co krzyczy. Cekiny, gigantyczne ramiona, kolory, od których bolą oczy. A tu chodzi o coś zupełnie innego — o to, że pewne cięcie, pewna długość albo jeden dobrze wymyślony detal potrafi zrobić więcej hałasu niż cała ściana błyszczących sukienek. Taka moda nie wchodzi do pokoju z fanfarami. Ona po prostu wchodzi i wszyscy się odwracają.
Ania Kuczyńska od lat jest w Polsce kojarzona z tym spokojnym, przemyślanym podejściem. Nie goni za tym, co akurat wisi na tablicach z trendami. Buduje własny język — i konsekwentnie go powtarza, sezon po sezonie. Dlatego jej ubrania nie „wychodzą z mody” po trzech miesiącach, bo tak naprawdę nigdy do niej nie wchodziły w tym typowym, jednorazowym sensie.
I szczerze? Właśnie tego brakuje mi w wielu kolekcjach. Coraz częściej dostajemy rzeczy zaprojektowane pod zdjęcie: świetnie wyglądają na jednym kadrze, a potem wisją w szafie i wołają o pomoc. Ubrania, o których czytamy przy okazji tej premiery, mają być odwrotnością tego myślenia — mocne w wyrazie, ale realnie do założenia w poniedziałek rano.
Jeśli chcesz zobaczyć konkrety, czyli sylwetki, materiały i całą sesję, wchodź prosto na ELLE — tam kolekcja pokazała się w całości i tam znajdziesz zdjęcia. Ja mogę Ci tylko powiedzieć, że warto rzucić okiem, nawet jeśli nie zamierzasz niczego kupować.
A z takich premier zawsze zostaje jedna rzecz: pomysł. Można go potem przełożyć na własną szafę — inaczej podwinąć rękaw, zmienić proporcję, dobrać buty, których byś się nie spodziewała. Moda w wersji „do przetestowania w domu” jest według mnie najlepsza.

wreszcie coś pozytywnego z tej branży
widziałam to na żywo i naprawdę robi wrażenie
no to się porobiło 👀
a mnie się podoba, czepiacie się jak zawsze
czytam od rana i dalej nie wiem o co chodzi 😅
zaraz będzie sprostowanie, zobaczycie
media robią z igły widły jak zawsze
ojej kolejna 'gwiazda' o której nikt nie słyszał
ludzie się znajdą żeby skrytykować absolutnie wszystko
czekałam na taki artykuł, zapisuję