Honey blonde hitem jesieni 2026. Ten kolor nosi Zendaya
Fryzjerzy mają jesienią 2026 jednego faworyta i nie jest nim chłodny popiel. Honey blonde noszą już Zendaya, Bella Hadid i Beyoncé.
Chłodne, popielate blondy schodzą na drugi plan. Jesienią 2026 salony fryzjerskie zalewa fala ciepła. Nazwa trendu to honey blonde, czyli miodowy blond. To nie jest jeden konkretny numer z palety farb, który wskazujesz palcem u fryzjera. To mieszanka czterech tonów: miodowego, złocistego, karmelowego i kremowo-beżowego. Efekt ma wyglądać tak, jakby włosy przeleżały całe lato na słońcu, a nie jakby wyszły z miski z rozjaśniaczem.
Dlaczego akurat ten kolor
Honey blonde robi robotę nie tylko na włosach. Ciepłe refleksy odbijają światło w stronę twarzy. Cera od razu wygląda na bardziej wypoczętą i promienną. To ten sam mechanizm, który daje rozświetlacz w kosmetyczce, tylko że działa non stop i nie trzeba go poprawiać w połowie dnia. Dlatego ten kolor tak dobrze wypada na zdjęciach robionych bez profesjonalnego światła, czyli w praktyce na wszystkich zdjęciach z telefonu.
Drugi powód jest czysto praktyczny i dotyczy portfela. Chłodne blondy wypłukują się brzydko. Po kilku tygodniach wychodzi żółty odrost i twarda granica na głowie, którą widać z drugiego końca pokoju. Miodowy blond wtapia się w naturalny kolor włosów płynniej, bo pasma przenikają się nawzajem. Wizyty w salonie można rozłożyć rzadziej, a fryzura przez ten cały czas nie wygląda na zaniedbaną. To realna oszczędność w skali roku.
Zendaya, Bella Hadid i Beyoncé
Trend nie spadł z nieba. Zendaya lansowała ten kolor już dwa lata temu, przy okazji premiery filmu Challengers. Wtedy przeszedł stosunkowo bez echa i nie wyszedł poza czerwony dywan. Teraz wrócił i to na dużą skalę, prosto do salonów w Polsce. Na liście kobiet, które noszą honey blonde, są też Bella Hadid i Beyoncé. Trzy nazwiska z zupełnie różnych światów i trzy różne typy urody, a kolor działa na każdej z nich.
Jason Collier, stylista i założyciel Studio23, tłumaczy, że złote, miodowe i maślane tony dają włosom miękki wygląd, jakby muśnięty słońcem. I to jest cały sens tego trendu. Nikt nie ma wyglądać na osobę świeżo po farbowaniu. Ma wyglądać na kogoś, kto właśnie wrócił z dwóch tygodni nad morzem. Im mniej widać robotę fryzjera, tym lepiej wykonana koloryzacja.
Co powiedzieć w salonie i jak potem dbać
Honey blonde nie jest zarezerwowany dla naturalnych blondynek. Kolor da się dopasować także do ciemniejszej bazy, bo opiera się na przenikających się pasmach, a nie na jednolitym tonie na całej głowie. Jest jednak haczyk. Im ciemniejsze włosy na start, tym więcej pracy przy rozjaśnianiu, tym dłuższa wizyta i tym wyższy rachunek. O to trzeba zapytać jeszcze przed umówieniem terminu, a nie na fotelu.
Utrzymanie koloru sprowadza się do trzech rzeczy. Pierwsza to maski koloryzujące, które podbijają ciepły ton między wizytami. Druga to regularne odżywianie pasm, bo każde rozjaśnianie osłabia włos i nie da się tego obejść. Trzecia to ograniczenie wysokiej temperatury, czyli mniej prostownicy i lokówki albo przynajmniej niższe ustawienia. Bez tych trzech kroków miodowy blond w kilka tygodni zrobi się matowy i słomiany, a cały efekt muśnięcia słońcem zniknie.


pierwsze słyszę, ale niech będzie
tylko marketing, woda z wodą
domowe sposoby > te wszystkie kremy
znowu cudowny składnik który zbawi świat 🙄
kiedyś to były modelki, a teraz instagram i tyle
zazdrość aż się wylewa z tych komentarzy 😂
a potem alergia i płacz, ostrożnie dziewczyny
super że piszecie o polskiej branży, nie tylko o zagranicy
przeczytałam dwa razy, bardzo dobre